Urlopowicze

Ci z Was, którzy obserwują nas na facebooku, wiedzą, że wakacje nasza rodzina ma w tym roku już za sobą. Ostatni tydzień spędziliśmy nad morzem w naszych ulubionych Rowach. Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy, dlatego jestem już po rozpakowaniu osiemnastu toreb, trzech praniach i odkurzeniu tony przywiezionego w nie wiem czym piasku. Zanim jednak naszykuje kolejne sześć prań na jutro, naszło mnie, żeby Wam opowiedzieć (a tym, co pytali odpowiedzieć), skąd u nas pomysł na tak wczesne wakacje.

20160624_210528

Kto pamięta nasz pierwszy wyjazd z Franiem nad morze, ten wie, że przygotowywaliśmy się do niego, jak do wyprawy na Kilimandżaro. Spędziliśmy wtedy fantastyczne trzy dni, łapiąc słońce, oswajając Franka z wiatrem i uzupełniając niedobory chlebka z chmurką. Co nam się wówczas spodobało? To, że nadmorskie miejscowości były niemal puste. Otwarte dwie smażalnie na krzyż, nasza ulubiona gofrownia i… tyle. Cisza, spokój, nic się nie działo. Nie było zewsząd bombardujących zmysły zabawek, karuzel. Nie było jednak przede wszystkim tłumów- wchodzących na wózek, stojących szacownymi czterema literami na wysokości twarzy Franka panów w kąpielówkach, muzyki typu umcyk-umcyk od rana do nocy, spojrzeń i współczuć. Wtedy właśnie uznaliśmy, że to będzie nasz czas, nasze wakacje. Ładowanie baterii, kalorii, uśmiechów.

20160624_204230Od tamtego czasu niemal nic się nie zmieniło. Znów zabraliśmy kilkadziesiąt przydasi, zbyt wiele ubrań, łopatkę i wiaderko i pojechaliśmy…

Pytania, które najczęściej pojawiały się na tak zwanych ‚privach’ to „Dlaczego przed sezonem?”, „Jak to? A szkoła?”, „Co polecacie?”, „Respirator na plaży???”

20160620_165030

20160619_121638

20160618_111744

No tak. Część z Was zdziwił fakt, że nasze wakacje rozpoczęły się jeszcze w czasie roku szkolnego. Powiem w ten sposób – wyważyliśmy priorytety, czy jak kto woli- zrobiliśmy drzewko decyzyjne. W związku z planowanym na czas wakacji przeglądem zdrowotnym Franka, lipiec prawie zupełnie odpadał. Zaś im dalej w wakacje, tym większe ryzyko tłumów. Próbowaliście wejść na plażę w środku sezonu? No właśnie. My, idąc na plaże, wyglądamy jak cygański tabor. Plaża to dla respiratorowca prawdziwy survival. Zatem oprócz podstawowego wyposażenia Franka (czyt. respirator, ssak, cewniki) oraz wyposażenia rodzinnego (koc, namiot, wiaderko, łopatka, krem, woda, smakąski plażowe, latawiec)- zabieramy także zamienniki. Jeśli na plaży coś pęknie, upadnie, rozczepi się to pozamiatane, trzeba na szybko wymienić. No i Franio w wózku. No i teraz20160624_202148 20160622_172334
także Leoś. Zatem idąc na plaże musimy mieć pewność, że a/ znajdzie się dla nas wystarczająco dużo miejsca, b/ nikogo nie rozjedziemy, c/ każde z nas będzie miało sprawiedliwy dostęp do morza i piasku. Przeżyć to w środku sezonu? Nie, dziękuje. Przecież wszyscy pojechaliśmy tam odpocząć. W grę więc wchodzą miesiące, kiedy Bałtyk oblegają emeryci, renciści, odważni rodzice przedszkolaków i respiratorowcy – czerwiec i wrzesień. We wrześniu początek szkoły, Franek zostanie pierwszakiem. Umówmy się, że koniec czerwca to nie jest natłok zajęć w zerówce, więc… urządziliśmy sobie wagary. Wychowawczyni Franka została o nich oczywiście uprzedzona, jednak tak czy inaczej, to będzie nasz cykliczny numer.

20160618_163915

Brak tłumów to nie jest główny powód. Jeszcze pogoda. I tu Was zdziwię- jesteśmy chyba jednymi z nielicznych, którzy narzekają, że nad Bałtykiem było zbyt gorąco. Serio, serio. Kiedy w ubiegłym tygodniu Polskę nawiedziła fala upałów, termometr w Rowach przekroczył 30 stopni. To nas uziemiło w domu. Mimo tych wszystkich szaleństw, czyli respirator na plaży, Franek z wózkiem w morzu i takie tam, zdajemy sobie sprawę, że życie naszego dziecka zależy od maszyny. A wiecie, jak to jest z maszynami. Kiedy20160620_070541 respirator mocno się nagrzewał, prosto do płuc Franka leciało meeeeega ciepłe powietrze. W rurce gorąco, Franio nagrzany. Od środka. Jeden dzień pozwoliliśmy sobie na wyjście do Słowińskiego Parku Narodowego i Franc przypłacił to nocnym pobytem na ambu i gorączką. Dlatego idealny był dla nas początek tygodnia- 26 stopni i cudna bryza od morza. Typowy smażing więc nie dla nas. Że nie wspomnę o Leosiu- przecież chłopina ledwo od piersi odstawiony, malutki jeszcze- też niezbyt kochał te temperatury.

20160621_174151 20160621_175754

No, ale znacie nas. Nie jesteśmy smutasami. No i co z tego, że musieliśmy spauzować nieco? Musicie bowiem wiedzieć, że wakacje planujemy zawsze tuż po tych, które kończymy. Rowy nam odpowiadają- są wystarczająco duże i na tyle małe, by były atrakcyjne dla nas wszystkich. Jednak miejscowość to nie wszystko, jeszcze miejscówka. I zdaje się, że znaleźliśmy idealną. Rzadko coś polecam, ale jeśli już to mogę się pod tym podpisać wszystkim kończynami. Jeśli chcecie do Rowów, to koniecznie Villa Pomerania. Dygresja: Matka Anka ma fobię. Z łacińska zwaną: łazienkus pospolitus. Otóż Matka nienawidzi obcych łazienek. Prysznic nie w domu, to dla Matki katorga. Nie wiem, ale mam chyba jakiś detektor mikro brudu w łazienkach, bo wypatrzę wszystko. Że już o toaletach publicznych nie wspomnę (Suzi, Ty wiesz. Zasada idziesz, patrzysz, ale starasz się nie widzieć). No nie przeskoczę tego. Po dygresji. Zatem test toalety. Pomerania go zdaje celująco. Jest czysto. Przeczysto. Osobiście nadzorowaliśmy mycie podłóg w salonie (mają ogromny salon z kanapą, wielkim tv i kącikiem dla dzieci- taka wspólna część dla wszystkich), kiedy Leon postanowił wstawać o piątej (!!!) i był pierwszym, który mógł stąpać po świeżej podłodze. Do tego jeszcze kuchnia- dobrze wyposażona i… czysta, co jasne. Pokoje, zapytacie? Jasne i funkcjonalne. W trójce zmieściliśmy się we czworo bez żadnych wyrzeczeń. Każdy spał na swoim. 20160619_215154Do tego właściciele. Przyjacielscy i rodzinni. Strefa kibica dla wszystkich gości? Bardzo proszę! Zabawa z Frankiem w zagadki przez godziny? Nie ma problemu! Przerzucanie klocków z małym Mateuszem? Jak najbardziej! Żadnej spiny. Dlatego, kiedy z nieba lał się żar, a my czekaliśmy na wieczorne wyjście na miacho, w Pomeranii nie było nudy. Franek czytał, Leon walczył z zabawkami, a my sączyliśmy bezalkoholowe. Zatem wakacje odbyte! Te planowane, bo co jeszcze lato przyniesie, to nie wiadomo…

20160624_210209