Mój zjazd

W ostatni weekend byłem na zjeździe ze smakiem. Zjazd ze smakiem, to inaczej zjazd sma, na którym jestem już od 8 lat. Tego roku na zjeździe były i ciekawe i nudne rzeczy. Zacznijmy od tych nudnych…

Na szczęście tych nudnych rzeczy było dosyć mało. Te nudy to wykłady i warsztaty.

A teraz te dobre:


Pierwszego dnia wieczorem poszedłem na basen. Bo w hotelu, w którym był zjazd znajdował się basen. Po basenie był pokaz fajerwerków. Musiałem zatkać uszy, bo było dosyć głośno, ale fajerwerki i tak były przepiękne. Spotkałem mojego kolegę z siatkówki Legii Warszawy – Bartka. Spotkałem Krzysia Zielińskiego, Szymona Precla i poszalałem sobie na elektryku. Miałem urządzić wyścig z kolegą, ale musiałem pójść na przymiarkę postury. Mogłem iść spać, kiedy tylko chciałem.

W sobotę było dużo ciekawych rzeczy. Były trzy występy. Najpierw był występ clowna, potem był występ mima, a potem iluzjonisty. Cały dzień jeździłem na elektryku i bardzo długo wytrzymałem w gorsecie. Wieczorem był niespodziewany pokaz fajerwerków, a wcześniej było ognisko, tylko że nie chciało mi się na nie iść, ponieważ byłem zmęczony.

W niedzielę, czyli ostatniego dnia zjazdu był bieg naokoło hotelu i na 2,5 km. Z chęcią, jako jedyny z mojej rodziny, uczestniczyłem w tym wyścigu. Jechałem dosyć szybko i zdobyłem medal za przebiegnięcie całego dystansu, ale w wyścigu na 2,5 km już nie uczestniczyłem, bo mama mi nie pozwoliła. Dobrze, że Pan Tomek mi podkręcił wózek i mogę się rozpędzić do 10 kilometrów na godzinę i jestem teraz o wiele szybszy.

Najfajniejsze w zjeździe było to, że spotkałem się z kolegami i mogłem z nimi pogadać. Że rodzice pozwalają mi samemu jeździć po hotelu i mogę robić co chcę. To, że mogę ścigać się ze swoimi kolegami na wózkach elektrycznych i że w ogóle nie muszę być przy rodzicach.