Oto jestem

W Walentynki Franek wylądował w szpitalu. Zaczęło się, jak to zwykle u niego, niegroźnie – od kataru. W dwa dni ten katar doprowadził do takiej niewydolności oddechowej, że nic, poza ambu nie uspokajało jego oddechu. Wentylowaliśmy więc niemal bez przerwy, aż do tego momentu, kiedy jedynym wyjściem był szpital. Mogłabym tutaj dodać zdjęcie z SORu dokumentujące to, jak wyglądał Franek, ale musicie mi uwierzyć na słowo, dowieźliśmy go ledwo żywego. W kaliskim okrąglaku nie ma oiomu dziecięcego, ale jest całkiem niezły oddział dziecięcy z niezawodnym jego ordynatorem. Zostaliśmy więc jego lokatorami. Ja i Franek. Tata Franka musiał wracać do domu, bo od kilku dni przechodził totalną grypę i nie dość, że czuł się fatalnie, to jeszcze był zagrożeniem dla innych małych pacjentów. No i w domu Leoś – wychodzący z kolejnego zapalenia górnych dróg oddechowych. Bardzo bym chciała napisać, co to było tym razem, ale Leoś płynnie lawirował do niedawna między zwykłym katarem, oskrzelami i płucami, więc serio nie pamiętam co to było wtedy. W związku z tym jedynym słowem, które mogłoby nas wówczas charakteryzować było zmęczenie.

Kurczę, strasznie nie lubię narzekać, bo w zasadzie zwykle uważam, że nie mam na co, więc nie będzie to post narzekaniowy. Chciałam Wam tylko napisać, że od momentu kataru Franka do końca pierwszej doby szpitalnej, czyli przez trzy dni spałam półtorej godziny. Pierwszy raz w życiu osiągnęłam taki poziom zmęczenia i stresu, że doprowadził mnie on do wymiotów. Straszne to było, a że najmłodsza nie jestem, mam wrażenie, że regeneruję się do dzisiaj. W każdym razie Francesco poszedł po bandzie i zafundował sobie zapalenie ucha, zapalenie oskrzeli oraz zapalenie płuc po stronie lewej. Wdrożony dożylnie antybiotyk, troskliwa opieka, tlen i parametry respiratora, które unosiły go prawie w powietrzu, doprowadziły go do formy w zaskakująco szybkim tempie. Wróciliśmy więc do domu i od tamtego momentu, a minęło nieco ponad miesiąc Franio miał znów zapalenie ucha (co do którego mam dziką medyczną własną teorię, którą zamierzam Wam sprzedać za jakiś czas), a Leoś drugi dzień walczy z gorączką i jakąś dziwną infekcją, której Doktor nie słyszy jeszcze w słuchawkach. 

Co więc u nas na dziś, zapytacie?

Leoś leży obok mnie i dyszy, więc chyba paracetamol przestaje działać. 

Franek obejrzał mecz (na szczęście zasnął przed tym dramatem w drugiej połowie) i w końcu bez kataru poszedł spać.

Szymon – słyszę, że sprząta w kuchni.

A ja znów mam ambitny plan, by przywrócić temu miejsce piękno i blask. 

Bo wiecie, to nie jest tak, że ja nie chcę tu pisać. Od tego pamiętnego 14 lutego, kiedy to Francio dał popis zapaści oddechowej nie potrafię się po prostu ogarnąć. Przepłakałam już wiele nocy, znów wracając do słynnego „to niesprawiedliwe” i „dlaczego my”. Mam ogromne wsparcie u przyjaciół i mojego męża, ale głowę (szczególnie taką piękną i mądrą) trudno jest oszukać. Franio dorasta, rozmowy z nim są trudne, coraz trudniejsze. Leoś wymaga opieki, a i my chcemy mu wynagrodzić czas, który naszej rodzinie zabiera choroba jego brata. Czasem więc jest mi trudno wymyślać temat do wpisów, a czasem po prostu nie mam odwagi pisać tego, co myślę. Szczególnie dlatego, że jest to wiele nieprzyzwoitych i niezbyt parlamentarnych słów. Także ten wpis tworzę już półtorej godziny i doszłam do wniosku, że chyba pora zmienić profil tego miejsca. Nie, że stanę się szafiarką (chyba, że ktoś planuje uzupełnić moją szafę), czy też blogerką pouczającą, jak pięknie i mądrze wychować przystojne dziecko na instagramie. Chyba zacznę od tego, że jutro napiszę Wam, dlaczego czasem nie mam sił tu być.

Wpadniecie?

17 myśli nt. „Oto jestem

  1. Kochana Mamo Franka, już wiele razy dałaś dowód swojej niezwykłej siły. Sama wiesz, że trudno mówić tu o sensie czy sprawiedliwości. Masz naprawdę niesamowitych chłopców wokół siebie. Ściskam Cię mocno i życzę dużo siły.

  2. Ale jak to zasnął po pierwszej połowie? I nie widział tej pięknej bramki na 3:2?!

    Ja zawsze chętnie do Was zagladam. W życiu bywa różnie. A tutaj jest zawsze prawdziwie. Jak jest katar, to jest katar. Jak robicie pączki, to robicie pączki 🙂

    I wstyd się człowiekowi trochę robi za samego siebie, kiedy moim największym kłopotem okazuje się pogoda za oknem, albo nie chce się prania zrobić. I to nie że dla dzieciaków te pranie czy coś …tylko dla starego kawalera 😉

  3. Przecież w jakiś sposób trzeba spuścić z siebie te wszystkie emocje! Jeśli blog w Ci w tym pomaga, to my jesteśmy zwarci i gotowi. Wiem, że to może tak dziwnie wygląda, kiedy piszemy po Twojej dłuższej nieobecności „no w końcu!”. Ale to żadne wyrzuty. To wszystko z troski. Jesteście piękną rodziną a Ty, Mamo Anko, najbardziej heroiczną z mam. Życzę Ci spokojnego dnia 🙂

  4. Matko Anko, jesteśmy tylko ludźmi, każdemu czasem się zdarza zaniemóc, czasem się nie chce gdzieś być, czasem chce się uciec, odpocząć… i nie trzeba się nikomu tłumaczyć, to prawo nas wszystkich.
    Ale jak już się zdecydujesz, żeby tu być, my będziemy z Tobą.

  5. Obtulam. I rozumiem blogerskie rozkminki…. nawet jesli u mnie to tylko taki mini kaliberek w porownaniu z twoja aramta. Tym bardziej obtulam i masuje Ci morale.

  6. Przytulam Mocno Pania i Pani Rodzine…
    Jest Pani Wielka Kobieta, bardzo pozytywna osoba, Za kazdym Pani Wpisem placze raz ze szczescia raz z zalu jakie to nie spawiedliwe wszystko. Wierze we Frania Jest Dzielnym chlopcem i wierzymy ze doczeka nie tylko 12 ur ale i duzo wiecej.

  7. Jesteście wspaniali😊1%procent przekazany a informacja o nim ciagle udąstepniana przezemnie. Franio jest cudny,zakochałam sie w tej buźce😚

  8. Kochana mamo Franka
    Czasami mamy słabe chwile,ale dobrze ze jest ktoś blisko i nas wspiera
    Ja będę wspierać duchowo życzę dużo siły I zdrówka dla wszystkich😉😉😉
    Na pewno wpadnę na następny blog

  9. Droga Anno, właśnie myślałam o WAS i proszę. Przyłączam się do wszystkich ciepłych słów kierowanych do Waszej Rodziny. Zwyczajnie się za Wami stęskniłam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *