Jak nie dać się oszukać

Kiedyś na początku naszej drogi z chorobą Frania, kiedy okazało się, że sami nie udźwigniemy tego ciężaru i musimy zwrócić się o pomoc do obcych ludzi poznaliśmy nasze najbliższe otoczenie ze wspaniałej strony. Znajomi i przyjaciele ruszyli z akcjami, które miały na celu ratować naszego syna. Organizowano festyny, koncerty, puszki stały w sklepach, dokładali się nasi sąsiedzi, strażacy, nauczyciele z naszych podstawówek. To było ogromnie budujące i wzruszające. Mogliśmy próbować wierzyć, że może się udać.

Tego roku, kiedy Franek wrócił do domu jesienią trwały wybory. Nie pamiętam już jakie, ale był to czas plakatów i spotkań wyborczych. Na jednym z nich była moja Mama, która naówczas była zorientowana w zakresie pomocy, jaka płynęła do Franka. Jakież więc było jej zdziwienie, kiedy na jednym spotkań jakiś aktywny polityk aspirujący na kolejną kadencję ogłosił, że mocno działa charytatywnie, a jednym z jego głównych beneficjentów jest mały Franek z kaliskich Sulisławic. Oczywiście taka sytuacja nie miała miejsca. Nie było żadnej pomocy. Wówczas moja Mama wstała, przedstawiła się jako Babcia Franka i zapytała o formę tej pomocy, bo z jej wiedzy wynikało, że nigdy nie miało to miejsca. To był pierwszy raz, kiedy próbowano zdobyć punkty na ładnej buzi Franka, oszukać darczyńców i nas. Od tamtego momentu nauczyliśmy się jeszcze czegoś. Czujności.

Kilka lat później, już po wygranej w Blogu Roku, kiedy to staliśmy się troszkę bardziej znani w internetach i bardziej znani lokalnie kolejny raz zwrócono się do nas z propozycją nie do odrzucenia. Ogólnie rzecz ujmując miał to być wspaniały wielki koncert, pełen gwiazd i celebrytów, w ogóle taki och i ach i Franek miał być właśnie jego twarzą. Przymierzaliśmy się wtedy do większego zakupu któregoś z wózków i wstępnie rozważaliśmy taką możliwość. Pierwsze podejrzenia pojawiły się, kiedy niejasnym zaczęło być biletowanie tego koncertu, potem forma finansowania z nich pomocy dla Franka, aż w końcu coś zaczęło nam brzydko pachnieć. Popytaliśmy tu i tam, poszukaliśmy i okazało się, że lepiej będzie dla Franka i dla nas, żebyśmy nie angażowali się akurat w tę inicjatywę. Pan organizator nie był już taki uprzejmy, kiedy z przepraszającą miną rezygnowałam z udziału Franka i do tej pory odwraca głowę, kiedy przypadkiem spotkamy się na mieście. To były praktyki z czujności.

Takich akcji grubszych i mniejszych było więcej. Gdzie ktoś pod przykrywką ładnej buzi chorego dziecka próbował podreperować swój wizerunek, zdobyć plusy u opinii publicznej. Postanowiliśmy więc ograniczyć i mocno sprawdzać wszystkie akcje, które miały być dedykowane Frankowi. Jesteśmy tymi życiowymi szczęściarzami, którym utrzymać dziecko przy życiu i w sprawności pomaga idea jednego procenta i póki wystarcza nam na najważniejsze rzeczy, czyli rehabilitację i sprzęty dla Frania uznaliśmy, że nie będziemy angażować się w dodatkowe akcje na rzecz Frania. Znamy „rynek chorych” i wiemy ile jest potrzebujących dzieciaków i kiedy sami nie jesteśmy zmuszeni do korzystania z takiej pomocy, chętnie polecamy inne znajome dzieciaki.

Ale oto w latach ekhm dobrej zmiany czytam TAKI ARTYKUŁ —-> KLIK KLIK, w którym jak byk widać, że zaczyna się gmeranie przy jednym procencie. Idea jak zwykle jest wzniosła i całkiem słuszna, ale tak jak mówi śródtytuł „każdy kij ma dwa końce”. Zachęcam Was do zapoznania się z tym artykułem i powiem Wam, jakie ja mam wątpliwości co do tego projektu. Otóż wiele rodzin, jak nasza utrzymuje swoje ciężko chore dzieci w sprawności i zdrowiu dzięki darowiznom z tytułu jednego procenta podatku. W okresie rozliczeniowym oznacza to dla nas kolejne duże zadanie do wykonania. Musimy bowiem tak skutecznie „rozreklamować” nasze chore dzieci, żeby jak najwięcej darczyńców zechciało im pomóc. A tutaj taki psikus – otóż w myśl owej nowelizacji, będzie można wypełnienie zeznania podatkowego scedować na urząd. Jeśli wcześniej nie wypełniłeś pola 1%, nie będzie Ci się chciało samemu robić PITa (heloł! ilu z nas marzy, by tego nie robić) i nie zadbasz o to, żeby w rubryce jednego procenta pojawiła się jakaś organizacja pożytku publicznego, pieniądze trafią do wspólnego wora, czyli Skarbu Państwa, czyli na nagrody, premie, apanaże, które się oczywiście po prostu należą. Dodatkowo, jeśli jesteś szalonym podatkowiczem i co roku pomagasz komuś innemu (to jest w ogóle super pomysł, moim zdaniem), to też nie możesz zapomnieć, by poinformować o tym urząd, bo przepisze procentowicza z zeszłego roku. Dla nas oznacza to jeszcze więcej pracy, która będzie miała na celu zgromadzić odpowiednią ilość sympatyków naszych dzieci, którzy będą pamiętać i przekazywać informację o nich nowym podatnikom. Obawiam się, że wielu nowych właśnie, kiedy raz zleci i nie wpisze, to już potem nie będzie pamiętało, żeby uzupełnić tę lukę. Co w konsekwencji może sprawić, że skończymy z rehabilitacją, sprzętem, lekarzami…

Wiem, że brakuje kasy w kasie państwa. Ale gmeranie przy idei, która jest teraz dobra, która się sprawdza, która daje efekty w postaci realnej pomocy, jest zła. Obawiam się, że najtrudniejszy pierwszy krok, a potem będą kolejne zmiany i zmiany zmian, które skutecznie zamkną pomoc jednego procenta na rzecz wspólnego dobra premii, dodatków i apanaży urzędników wysokiego szczebla. Znów trzeba być czujnym i próbować nie dać się oszukać.

10 myśli nt. „Jak nie dać się oszukać

  1. Nie do konxa sie zgadzam. W obecnym ksztalcie ustawy jesli nie podasz komu chcesz wpacic 1% to trafia on takze do fundacji czy instytucji kt ktos za ciebie wybierze, prawda? Żeby trafilo do X to ty musisz pamietać i podac za kazdym razem że ma trafic wlasnie do X. Jakie jest prawdopodobienstwo że teraz przy wyborze odbiorcy twojego podatku trafi on do miejsca kt ty byc chciala? Jeden do kilkudziesieciu tysiecy chyba bo tylez mamy odbiorcow 1%…
    Po zmianie tak samo bedziesz musiala pamietac o X jak teraz, jesli chcesz aby twoj procent trafil do X. A jesli zapomnisz w kolejnym roku to też trafi do X. Wiec raczej X zyska a nie straci. Moze chodzi o zwiekszenie swiadonych darczyncow a nie z przypadku.
    Ja wiem że ide pod prąd bo nie „huzia na PiS” ale w tym wypadku, jesli nie palnelam glupstwa a moglam jak kazdy, to uwazam ze niekoniecznie to zła zmiana.

      • Tak, wiem. Ale obecnie jeśli nie wpiszesz X jako beneficjenta to także państwo za ciebie wybiera jakąś organizację i na nią przeznacza twoj 1 %. Jeśli chcesz aby trafił do X to ty musisz pamiętać aby wpisać tego X do rubryki, a po zmianie prawa także będziesz musiał pamiętać żeby wpisać X, ale co ciekawe wystarczy że raz bedziesz pamietać a dalej bedzie szło z automatu co rok dla X. Jak dla mnie zmiana ta nie jest jednoznacznie zła choć wiadomo że część pieniędzy trafi do Skarbu Państwa ale tylko w tych wypadkach gdy ludzie nie podejmą wysiłku żeby pamiętać o wpisaniu beneficjenta.

        • To jest nieprawda, że ” jeśli nie wpiszesz X jako beneficjenta to także państwo za ciebie wybiera jakąś organizację i na nią przeznacza twoj 1 %” . Proszę nie wprowadzać ludzi w błąd. Jest tak jak ktoś napisał w komentarzu wyżej, jeżeli w PIT nie zaznaczymy, że chcemy przekazać komuś 1% to cały podatek trafia do Skarbu Państwa.

    • Po drugie, jeśli zmienią tą ustawę tak, że będzie można zlecić rozliczenie i uzupełnienie PITa urzędów, to wielu „zwykłych Kowalskich” nie zainteresuje się, co zostało wpisane w rubrykę 1% przez urząd. Będą się cieszyć, że problem maja z glowy, a nie zamartwiac czy jakaś tam Hania lub Józio będą mogli sfinansować wózek z 1%. Ludzie są leniwi i jeśli ma być coś zrobione za nich to nawet nie zainteresują sie efektem.

  2. Po drugie, jeśli zmienią tą ustawę tak, że będzie można zlecić rozliczenie i uzupełnienie PITa urzędów, to wielu „zwykłych Kowalskich” nie zainteresuje się, co zostało wpisane w rubrykę 1% przez urząd. Będą się cieszyć, że problem maja z glowy, a nie zamartwiac czy jakaś tam Hania lub Józio będą mogli sfinansować wózek z 1%. Ludzie są leniwi i jeśli ma być coś zrobione za nich to nawet nie zainteresują sie efektem.

  3. Brak słów, naprawdę… 🙁 Jakbyście mieli za mało problemów i za lekko… 🙁 Wiem, że to marne pocieszenie, ale ja myślę, że osoby, które wspierają Frania regularnie dopilnują tego, bo już to mają we krwi (ja mam odkąd Was czytam-od Bloga Roku). Przykro mi bardzo, że tak się dzieje i rozumiem Twoją frustrację… 🙁

  4. Moim zdaniem matwicie się trochę na wyrost. W dobie darmowych programów do rozlicznia PIT to jest kwestia tylko i wyłącznie dobrej woli i tak pozostanie. Jeśli ktoś jest zbyt leniwy/ma to w nosie gdzie ten 1% trafi, to i teraz raczej nie poświęci czasu na wyszukanie i wklejenie KRS. Do niedawna wielu pracodawców rozliczało PITy, wielu ludzi z tego korzystało – rezygnując właśnie z przekazania 1% w imię zwolnienia z tego niemiłego obowiązku. Ale to nie jest Wasz „target” po prostu – osoba, która chce samodzielnie wybrać odbiorcę swego procenta nadal może to zrobić. Myślę, że świadomość ludzi raczej rośnie w tym zakresie.

  5. Całkiem niedawno, rządzący odgrażali się organozacjom pozarządowym, że nie wiedzą co czynią, i że trzeba wprowadzić odgórne sterowanie w tym sektorze.

    Wobec negatywnej reakcji opinii publicznej zajęto się tematem od innej strony.

    Ten schemat juz znamy – chodzi o to, aby dostęp do 1 procenta miały „właściwe ” instytucje i osoby.
    Małymi krokami przepisy będą doprowadzone do „właściwej ” formy. . Wszystko w otoczce sprawdsonych sloganów m.in ” zmiany są dla dobra osob niepełnosprawnych”.
    I zamiast dla Frania pójdzie na jacht w barwach narodowych….

  6. D.dobry

    Ja już od lat oddaje procent Frankowi. W poprzednim roku namówiłam pewną poradnię z Lublina by też to uczyniła, więc mam nadzieję że strumyk pieniążków znacznie się poszerzył …
    a od przyszłego roku będę rozliczać PITy, zatem możecie liczyć na mnie, ze każdemu zareklamuje Frania jak należy 🙂
    Buziaki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *