Ziarnko do ziarnka, czyli jak nas nigdy nie zawodzicie

Brzozów, Wołomin, Sokołów Podlaski, Piaseczno, Ciechanów, Tomaszów Mazowiecki, Sieradz, Zamość, Lębork, Chrzanów, Lubaczów, Świnoujście, Kolno, Otwock. Turek, Grodzisk Mazowiecki, Brzesko, Kościan, Łomża, Garwolin. Wałbrzych, Kłodzko, Jaworzno, Jastrzębie Zdrój, Dąbrowa Górnicza, Bytom, Wejherowo, Gdynia, Człuchów, Wyszków, Oświęcim, Rawa Mazowiecka, Główno, Bełchatów, Włocławek, Zgorzelec, Środa Śląska, Gryfino, Koło, Ostrowiec Świętokrzyski, Kielce, Pszczyna, Łomża, Sanok, Rzeszów, Jarosław, Gniezno, Mysłowice, Kłobuck, Gliwice, Cieszyn, Bielsko Biała, Słupsk, Białystok, Radom, Mińsk Mazowiecki, Wieliczka, Zgierz, Pabianice, Nakło nad Notecią, Inowrocław, Bydgoszcz, Oleśnica, Nowa Ruda, Świebodzin, Międzyrzecz, Lubartów, Łowicz, Wągrowiec, Krotoszyn, Czarnków, Busko Zdrój, Warszawa, Wrocław, Lublin, Łódź, Nowa Sól, Kalisz, Ostrów Wielkopolski, Lipno, Kraków, Nowy Targ, Gdańsk, Zielona Góra, Skierniewice, Pleszew, Polkowice, Szczecin, Środa Wielkopolska, Konin, Tarnowskie Góry, Rybnik, Katowice, Jasło, Dąbrowa Tarnowska, Ostrzeszów, Sopot, Nowy Dwór Mazowiecki, Pruszcz Gdański, Września. Uf!

FRANIO 2015 v 2461

Słuchajcie! Fundacja kończy właśnie księgować wpłaty z tytułu 1% podatku za rok 2015. To właśnie od Was, z tych miast, które wymieniłam powyżej wpłynęły procenciki. Zebrało się ich tyle, że ze spokojem możemy powiedzieć Franiowi, że przez kolejny rok będzie mógł ćwiczyć z swoimi ukochanymi rehabilitantami, że znów mamy za co walczyć, że znów pomogliście nam opłacić wszystkie te zajęcia, dzięki którym Francyś utrzymuje się w takiej kondycji. Jesteśmy Wam niezmiernie wdzięczni i mocno kłaniamy Wam się dziękując za to, że wierzycie w tego małego wielkiego Dzielniaka. Dziękujemy, że nam pomagacie, że jesteście z nami w tym najtrudniejszym obszarze naszego życia- finansowaniu nadziei. Spowolnić potworzastego może tylko stała i systematyczna walka. Walka, której bez Was nie moglibyśmy podjąć. Dziękujemy, że pomagacie nam dbać o naszego Frania.

 

Chłopcy radarowcy

20160916_165432

Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda życie jakiegoś przystojnego mundurowego? Tak? No to macie wyjątkowe szczęście! Dzięki moim znajomościom i wprawnemu reporterskiemu oku, będziecie dziś mogli podejrzeć, jak wygląda zwykły dzień z życia niezwykłego policjanta. Dziś odcinek pod tytułem: „Francesco na patrolu”.

20160916_155019Patrol policyjny to bardzo poważna sprawa. Można spotkać mafiozów, którzy planują skok na fabrykę czekolady, można spotkać kierowców rajdowych, którzy urządzili sobie tor na drodze osiedlowej lub urządzić pościg za bardzo pilnie poszukiwanym złodziejem pluszowych misiów. Dlatego warto mieć partnera z prawdziwego zdarzenia. Nasz Franciszek miał więc u boku swojego ulubionego policjanta- Grzegorza. Dokładnie tego samego, którego znacie już z poprzednich wpisów policyjnych. Chłopaki polubili się bardzo, nic więc dziwnego, że kiedy pojawił się pomysł wspólnego patrolu, tylko ten duet mógł wybrać się na miasto.

Panowie wzięli do towarzystwa najmłodszego policjanta komisariatu w Grabowie oraz do podawania mandatów Matkę Ankę, znaleźli odpowiednią miejscówkę w miasteczku i zaczaili się na piratów drogowych. Zatrzymywali, zatrzymywali i za-trzy-my-wa-li.

20160916_160431

Nie byli groźnymi glinami, bo Franio wymyślił sobie, że będzie to zatrzymywanie 20160916_161656prewencyjne. Kontrolowali więc wyłącznie dokumenty oraz sprawdzali posiadanie gaśnicy i trójkąta ostrzegawczego. I tutaj, moi mili, muszę zrobić nieznośną pauzę… Otóż cała dziewiątka zatrzymanych kierowców z zakłopotaniem w oczach i przepraszającą miną tłumaczyła, że trójkąt to akurat gdzieś się zapodział. Tym samym niewiele brakowało, by każde z nich dostało mandat. Na szczęście wielkoduszny Francesco tylko upominał i wręczał słodkie przekąski. Na słodką drogę i ku przypomnieniu, że trójkąt ostrzegawczy w bagażniku to ważna rzecz!

20160916_162345 20160916_162128 20160916_161745

 

 

 

 

 

20160916_164240Nie samym patrolem policjanci żyją, bo liczy się także współpraca między mundurowymi. Chwilę później panowie zajechali do… strażaków. Tam Franek dokonał kontroli wozu strażackiego, przyjrzał się tęczy (serio, była tęcza na zamówienie!) oraz przeprowadził kurtuazyjną pogawędkę na temat wyższości niebieskich radiowozów nad czerwonymi wozami. Pogawędki pogawędkami, ale policjant jest zawsze na służbie, dlatego kiedy przydarzy mu się okazja aresztowania (!!!) największego łobuza na osiedlu, zaraz z niej korzysta. Z groźną miną poucza onego o tym, że nie wolno przebiegać na czerwonym świetle i po chwili puszcza wolno, wyjaśniając, że dziś jest dzień dobrego policjanta.

20160916_164830 20160916_164848

 

No, ale umówmy się. Taki patrol potrafi wymęczyć nawet największego twardziela. Dlatego, kiedy służba dobiegała 20160916_170130już ku końcowi, a panowie nieco opadli z sił, konieczny był powrót do komisariatu. Po ciężkim dniu pracy chłopcom należał posiłek i ciepły napój. O ten, jak zwykle w przypadku mundurowych, zadbały kobiety. A właściwie jedna- Ewa, która nie tylko zorganizowała ulubioną smakąskę posterunkowego Franciszka, ale zabawiła jegomościa pogawędką i skradła serce pięknym albumem pierwszoklasisty. Doprawdy nie wiem, jakie uczucia targały po tym dniu naszym policjantem Grzegorzem, ale Franc nie mógł zasnąć, z rozpędu i trochę z nadgorliwości dał mandat Babci i mundur zdjął dopiero pod głębokiej namowie własnej osobistej mamuni.

20160916_163815 20160916_164259 20160916_155206

A już tak całkiem na poważnie, to wielkie ukłony i pozdrowienia dla wszystkich policjantów z komisariatu w Grabowie, a w szczególności dla Grzegorza Ditfelda za to, że spełnia marzenia, organizuje niespodzianki i dba, by wszystko było naprawdę. Dziękujemy!

20160916_164034

Mundurowy

Ledwo opadła mąka z piekarni Paraczyński, a już młody Francesco wskakiwał w mundur, by oddać się kolejnej służbie społecznej- oto na jeden dzień podjął się przyjrzeć pracy policjantów z bliska. Jak na prawdziwego Młodego Wilka przystało poranek rozpoczął od kawy zbożowej (zdj. w środku), by potem (i tak kolejno od lewej) zorganizować zbiórkę i pogadankę z Rzecznik Prasową Komendy, przejrzeć zdjęcia na stronę internetową placówki, zdjąć (oraz dostać na pamiątkę) własne (!!!) odciski palców, przyjrzeć się pracy i szkoleniu psa policyjnego Cezara, przywitać się z samym Szefem, a zaraz potem zająć jego miejsce za biurkiem, przy pomocy Mamy podbić kilka ważnych dokumentów (niestety dekret o porcji frytek dla całej Komendy nie przeszedł), odebrać tabun ważnych telefonów oraz życzenia od zaprzyjaźnionego Komisariatu w sąsiednim powiecie i przyjąć honory w postaci ogromnej paczki słodyczy i najprawdziwszego samochodu policyjnego od samego Komendanta. Jeszcze tylko końcowa fotografia na pamiątkę i… tyle go widzieli.

W tajemnicy Wam powiem, że zasnąć nie mógł do północy!

 

pf_1455830366

 

Dziękujemy!

Tradycyjnie (mogę już chyba tak napisać) naszemu Policjantowi Panu Grzegorzowi z Komisariatu Policji w Grabowie nad Prosną oraz

Komendantowi Powiatowemu Policji w Ostrzeszowie Panu Inspektorowi Dariuszowi Bieniek, a także Panu Nadkomisarzowi Jerzemu Kupaj

za zorganizowanie wspaniałego dnia policjanta dla naszego Franciszka. Za spełnienie marzenia o zostaniu mundurowym w prawdziwym tego słowa znaczeniu, za atrakcje od których rumieniły mu się policzki, za pomysł i chęci. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni.

 

Upieczony

20160212_191019Nie ma chyba kaliszanina, który nie znałby piekarni Paraczyńskich. Z niepozornego budynku przy ulicy Chrobrego rozpościera się zapach na całe miasto. Zapach, który o poranku ustawia przed bramą założonej w 1981 r. piekarni tłumy kupujących. Mówię Wam, dostać się tam w porannych godzinach szczytu graniczy z cudem. My mamy to szczęście, że mistrz piekarnictwa i zarazem właściciel – Stanisław Paraczyński jest naszym, a właściwie tatowym osobistym wujkiem. Wujek Stasiek słynie nie tylko z tego, że jest piekarzem. Od samego początku swojej działalności wraz z żoną założyli sobie, że będą prowadzić szeroką działalność20160212_185538 charytatywną. Wspierają Bank Chleba, szkoły, przedszkola, kluby sportowe, organizacje społeczne, rady parafialne. W 2001 r. zostali nagrodzeni tytułem „Dobroczyńca Roku 2000” i od tej pory zdobyta w Krakowie statuetka zajmuje honorowe miejsce na półkach piekarni. Niejako więc po kądzieli, niejako z tytułu sposobu bycia Wujek Stasiek wymyślił sobie, że zaszczepi w naszym Francysiu ziarenko piekarnictwa. Nie wiem, jak to zrobił, ale między zmianami w pracy 20160212_185714 20160212_185947stawili się chyba wszyscy piekarze. Pokazywali Frankowi każdy etap produkcji pysznych wypieków i uruchomili nawet piec ceramiczny. Musicie bowiem wiedzieć, że pieczywo w piekarni wypiekane jest według staropolskiej receptury na zakwasach naturalnych, gdzie głównym składnikiem jest żur oraz mąka żytnia. Franio otrzymał specjalną czapkę piekarza i z dumą oświadczył, że kiedy Pan Piekarz pójdzie na urlop, to on go chętnie zastąpi. Trochę mu mina zrzedła, kiedy wytłumaczyłam mu, że pierwsza zmiana rozpoczyna swoją pracę o 5 rano, bo ostatnimi czasy nasz Franio mocno ceni sobie wysypianie, ale obiecał, że do pracy w piekarni będzie się stawiał co do minuty. To była wspaniała podróż pełna zapachów i smaków. Franek wrócił zauroczony, a my objuczeni torbami z pieczywem, które mimo kilku dni nadal jest pyszne i pachnące.

20160212_191411_1

Dziękujemy całej Ekipie Piekarni Paraczyński za pamięć o naszym Franku i sprawienie mu ogromnej frajdy oraz niespodzianki.

Z powodu kręgosłupa

Najważniejszym niedasiem do pokonania jest teraz Franiowy kręgosłup, który bardzo osłabł w przeciągu ostatnich kilku miesięcy i przez który zwiedzamy wszystkie kliniki ortopedyczne w tym kraju. Od kilku tygodni trwamy w nieustającej konsultacji mailowej i telefonicznej po to, żeby udało się uratować to, co jest do uratowania i zapobiec dalszemu krzywieniu. Nie wyobrażam sobie, żeby teraz położyć Franka- normalnego pięciolatka, który mimo tego, że nie chodzi, nie może usiedzieć w miejscu. Dlatego trzeba walczyć o ten kręgosłup. O botulinie już wiecie. Konsultacja ostateczna w jej temacie 10 grudnia. Jednak pojawiła się też inna opcja. Zagraniczna. Do wypróbowania.

Tym samym bardzo Was proszę o dwie rzeczy. Kciuki, żeby coś drgnęło, żeby się udało, żeby choć zatrzymać. I brawa. Brawa dla Pani Dr Ani, która pomaga, choć nigdy nas na oczy nie widziała oraz Camilli i jej Męża, którzy pamiętali i im się chce, choć także nigdy nas nie widzieli. Siła internetu, za którą jestem bardzo wdzięczna losowi.

W kwestii kręgosłupa jeszcze jedna rzecz. Na wiosnę musimy zmienić Franiowi wózek elektryczny- to siedzisko doszczętnie rozwala mu kręgi. Bardzo jesteśmy zauroczeni Koalą Permobil oraz Lucą Junior- obydwa w wersji „nowe” kosmicznie drogie. Jeśli na Waszej drodze stanie gdzieś fantastyczna używka, pamiętajcie proszę o zdobywcy szos- Franciszku.

Trochę się dzieje. Do przeczytania więc!

Videolblog Franka-odcinek 3, czyli wielkie dziękuję

Dziś bardzo wyjątkowy odcinek videobloga. Trochę reżyserowane przez Mamę, ale mam nadzieję, że będzie Wam miło. Otóż nasi drodzy Czytaczo-Pomagacze! Fundacja „Zdążyć z Pomocą”, której Franio jest podopiecznym zakończyła właśnie księgowanie wpłat z tytułu 1% za rok 2012. Kwota, którą udało nam się zebrać jest zaiste imponująca. Oznacza to, że dzięki Wam Franciszek ma zapewnioną rehabilitację, dogoterapię, ćwiczenia z logopedą oraz integrację sensoryczną na baaaaardzo długi czas. Co piękniejsze, możemy w życie wprowadzić kilka naszych marzeń sprzętowych, o czym na pewno będziemy Was informować.

W imieniu Frania chcieliśmy Wam z całego serducha podziękować, że w momencie wypełniania zeznania podatkowego za rok ubiegły w rubryce dotyczącej jednego procenta wpisaliście właśnie Franciszka. Jesteśmy ogromnie wzruszeni i dziękujemy Wam z całych sił.

Zaś Franio- jak to Franio- dziękuje na swój sposób. Poprosiłam go nawet o piosenkę, ale wyszła raczej szeptanka. Mam nadzieję, że cokolwiek usłyszycie. Aha! Film tradycyjnie zawiera lokowanie produktu, wszak nie od dziś wiadomo, że opakowania wszelkiej maści są najlepszymi zabawkami.

Bardzo wielkie DZIĘKUJEMY! <3

Miłego oglądania:

ZOO od kuchni.

Nie tylko Franciszek, ale także i my mamy niebywałe szczęście do ludzi. Świetnie zdajemy sobie sprawę z tego, że przez to (czy może dzięki?) temu, że Franio jest chłopcem nieco bardziej doświadczonym przez życie niż jego rówieśnicy i nam i jemu dane jest zasmakować tego, co w przypadku posiadania zdrowego dziecka nie byłoby możliwe. Nie mówię tutaj o tych złych rzeczach, wręcz odwrotnie. Faktem jest jednak to, że oddalibyśmy wszystkie dane nam przyjemności świata, byleby tylko Nianio był zdrowy. Ale tak nie jest.

Tak naprawdę choroba Franka pokazała nam, ile dobra można zaznać od obcych ludzi. Od tych, którzy klikając codziennie na bloga żyją przygodami Franka, martwią się z nami na zapas i kiedy jest to tylko możliwe, przychyliliby Franciszkowi nieba. Tym razem takie niebo spadło na nas przy okazji wizyty w Ignacówce. Wierzcie mi lub nie, ale terminy zgrały nam się zupełnie przez przypadek. Z Ignacówką byliśmy już umówieni, kiedy na Frankową skrzynkę przyszło zaproszenie „na kiedyś” , na „przy okazji” do wrocławskiego ZOO. Zaprosiła nas Czytaczka Małgosia. I to właśnie Małgosia i Ania sprawiły, że sobotę my dorośli i nasze dzieci spędziliśmy na oglądaniu tego, co przy okazji standardowej wycieczki nie zawsze jest możliwe.

Z resztą zobaczcie:

Najatrakcyjniejszą atrakcją była oczywiście możliwość karmienia żyrafy. Najpierw przystawka…

…i zaraz potem danie główne:

Odwiedziliśmy też małpi wybieg, gdzie przemiła Pani Ela opowiedziała nam TAKIE HISTORIE, że aż żal było odchodzić…

No i proszę! Kąpiel słonia! Franio tymczasem zajął się konsumpcją orzeszków…

Małgosia opowiedziała nam wiele ciekawych rzeczy z życia słoni. Franio miał okazję zobaczyć słoniowy ząb.

Który z bliska wygląda właśnie tak:

 

A to papier ze słoniowej… na qpy no! Czyli odchodów. Made in Wrocław:

I jajeczny wykład…

Nie obyło się także bez lodowej uczty pod sprezentowanym pawim piórem. Prawdziwy Dziedzic prawda?

Dziękujemy Małgosi i Ani za wspaniałą wycieczkę. Teraz ZOO nie ma przed nami żadnych tajemnic, a Franio dziś rano zażyczył sobie: „Mamo! Autem do ZOO! Jedziemy. Szybko, szybko.” – co chyba jest najlepszą rekomendacją. Dziękujemy Wam dziewczyny!

 

Franciszkowe gadu-gadu dla Bruniaczy.

Kiedy zostawia się w domu dwóch mężczyzn na kilka dni i ci mężczyźni publicznie chwalą się o omijaniu wanny szerokim łukiem, to po powrocie można spodziewać się wszystkiego. Tymczasem dom nie wymagał odgruzowania, z lodówki wymiecione, mężczyźni piękni, akcja „prasowanie” rozpoczęta. Dobra dziewczyny! Przyznać się! Która tu była?

Z raportu przedstawionego przez Seniora rodu wynikło, co następuje:

po pierwsze: w czasie wyjazdu nie było kaszlu, kataru, podwyższonej temperatury, ani niezapowiedzianych wizyt w szpitalu.

po drugie: Francesco jadł wszystko, w każdej ilości i bez marudzenia. Od piątku stał się także fanem zupy dyniowej z imbirem i skórką pomarańczy przygotowanej przez Ciocię N.

po trzecie: męskie poranki trwają zdecydowanie za długo, bo chłopaki nie wyrabiali się ze śniadaniem przez rehabilitacją (do dopracowania)

po czwarte: dobrze, że następny wyjazd za miesiąc.

Tymczasem, oprócz tego, że wyjazd był ściśle pracowy, udało mi się na chwilkę odwiedzić przecudnej urody Bruniaczy. Niniejszym oświadczam, że nazywanie tego, co robię tiramisu, to jest zdecydowane nadużycie! Ciocia Bruniaczowa to dopiero robi tiramisu. Jej. Aż szkoda, że nie pomyślałam o opcji na wynos. Prócz tiramisu próbowaliśmy w telegraficznym skrócie opowiedzieć co, jak i dlaczego, a Bruno (podobnie z resztą jak Franciszek) także jest najpiękniejszy, najmądrzejszy i najcudowniejszy na świecie. Aż strach pomyśleć, co będzie, jak nam się ideały kiedyś spotkają, prawda Ciociu? 🙂 Franklin został obdarowany przecudownym prezentem od całej familii Bruniaczy, za który chyba nigdy nie znajdziemy słów podziękowania. Dlatego te słowa znalazł Franciszek. Wczoraj pierwszy raz w historii mowy Frankowej padło „dziękuję!”, więc film z gadulstwa dedykujemy: Bruniaczom, Bai i Maćkowi, Mai (Frankowej weselnej miłości) i Alcziemu, Ewci i Bartkowi, Hani i Tomkowi, Sylwii, Tomkowi i Gabi, Ewie i Citkowi oraz Asi i Piotrkowi.

Film nagrywany jest w czasie telewizyjnego bloku reklamowego, więc Franciszek mówi dla świętego spokoju, a mamę i kamerę ignoruje. Jak to gwiazda.

Wózek bliżej dzięki Ostrovii.

Wózek spacerowy typu Kimba dostosowany do potrzeb Franka kosztuje około 15 000 zł. Jest to dla nas cena zaporowa, dlatego od kilku tygodni szukaliśmy pomocy w sfinansowaniu tego zakupu. W związku z tym Frankowy tata zwracał się z oficjalną prośbą do wielu firm i instytucji. Odpowiedziała Pani Kasia z Galerii Ostrovia. Galeria obchodziła dziś swoje pierwsze urodziny. Był wielki tort, niespodzianki, balony i zabawa. I było zaproszenie dla Franciszka. Okazało się bowiem, że włodarze Ostrovii postanowili wpłacić na konto Franka w Fundacji  5000 zł. Dzisiaj w czasie wielkiej fety Franek otrzymał symboliczny czek, a my dzięki Ostrovii i środkom gromadzonym na koncie w Fundacji będziemy mogli zakupić Frankowi wymarzoną kimbę! Dzięki temu Franek będzie prosto i stabilnie siedział, a jego osłabiony kręgosłup zostanie w końcu odciążony. Bardzo dziękujemy Pani Katarzynie Kucharskiej z Ostrovii, wszystkim Paniom z biura Galerii za pomoc i wsparcie. Jesteśmy wszystkim bardzo wdzięczni.

Zobaczcie, jak dobrze Dziedzic bawił się na tyłach sceny. Taniec a’la Franciszek:

 

Condizione z Gimnazjalistami.

Ileż się działo!

Tak, jak zapowiadaliśmy w ramach zaproszenia od Gimnazjalistów z Brzezin, byliśmy dzisiaj na happeningu o zdrowym trybie życia. Happening z dedykacją dla Franka. Jak na prawdziwych sportowców przystało- założyliśmy trampki, koszulki i pogoniliśmy na siłownię!

A tam? Piosenki, owoce, piosenki, występy, pani kosmetolog, jeszcze więcej piosenek, korki dla Franka i piosenki!

Z tego miejsca bardzo dziękujemy przede wszystkim Gimnazjalistom z Brzezin, Pani Kasi Cichorek, Pani Monice- manager siłowni Condizione w Galerii Tęcza, Pani Marlenie- kosmetolog i jej Mężowi, Pani Paulinie z Radia Centrum i wszystkim, którzy byli bohaterami oraz czynnymi uczestnikami całej imprezy.

Dziękujemy także Gronu Pedagogicznemu z Gimnazjum w Brzezinach za czerwony prezent i Paniom, które podstępem wrzuciły nam do wózka „banany”. 🙂 Jesteście super!

 

Franciszek spisał się na medal i tylko mamowy kręgosłup prosi już dziś o litość, bo zrobiliśmy chyba z 520 kilometrów. Dziedzic sprytnie tuż po powrocie wskoczył do wanny i po kilku minutach  spał.

Wiadomość dnia brzmi dziś:

ANKA! I wszyscy wiedzą o co chodzi. 🙂

Plan na jutro:

pobudka, śniadanko, rehabilitacja, stacja paliw, Konin, ANTEK! Ależ się cieszymy. Aparat spakowany, ubranie na zmianę także i tylko gps leży u Ciociu Suzany na biurku w pracy, bo mama zapomniała. Zatem jutro będziemy jechać na pamięć. Trzymajcie kciuki.