Nie brak słów

Kojarzycie takiego małego chłopca z rurką? Franka takiego, co to nigdy miał nie mówić? Oj, chciałabym zobaczyć miny tych, którzy nas wtedy mordowali tymi słowami. Bowiem Franio ledwo otworzy rano oczy, już mówi. I tak przez cały dzień. Nawija, opowiada, śpiewa, recytuje, mruczy, szepcze, pokrzykuje. Mówi, mówi i mówi. Co ja Wam będę z resztą opowiadać. Zobaczcie. To tylko dziesięć minut naszego życia. Film zawiera lokowanie produktów. Przez Franka. 😉

Miałam Wam coś jeszcze dopisać, ale muszę lecieć. Franek próbuje rzucić talerzem. Serio mówię.

 

Pogadanki

Z cyklu: Tata, a Franek powiedział:

1.
M: Franio! Była u Ciebie Ewa?*
F: Była!
M: I co robiła?
F: Ćwiczyła i śmiejała się.

2.
M: Franio! Wstawaj, pora na śniadanie!
F: Jeszcze nie…
M: Franio, zaraz będzie rehabilitacja
F (zaspany): Ciężki jestem…

3.
T: Franio, będziesz oglądał ze mną mecz?
F: Taaaaaaaaaak!
M: A to nie zbyt późno? Pora spać.
F: O matko noooooo!

4. (na basenie)
M: Franio chcesz pływać w dużej wodzie?
F: O tak!
M: A pójdziemy do fali?
F: Do fali? Szybko szybko, bo ucieka!

5.
M: Franio, co robiłeś dzisiaj z Babcią?
F: Do lkpeu** byliśmy.
M: Tak? I co kupiłeś?
F: Dzień dobly, popolcie danio, dziękuję, do widzenia.

6. (po powrocie z trzydniowego pobytu u Dziadka Ksero)
T: Franio, a gdzie Ty byłeś, jak tato pomagał Dziadkowi?
F:  W Czechach. Tańczyć.

——-
* Ewa- nasza Ciocia Rehabilitantka- wyjątkowa śmieszka-radoszka
**lkep to po frankowemu sklep

Poniżej na dobry wtorek Franio tramwajowy:

tramwajarz

Orzechowy Gaweł.

Absolutnie nie zamierzam ukrywać, że te wszystkie ochy i achy, które mam przyjemność czytać pod notkami na blogu mają olbrzymi wpływ na moją próżność. Dobrze czytacie- na moją próżność, nie na próżność Franciszka. On jest przecież cudowny. A ja rosnę i puchnę z dumy, że taka mnie przyjemność w życiu spotkała, jak wyjątkowo uroczy syn.

Ponieważ już się wydało, że zaraz po „Na straganie”, Franek przepięknie deklamuje „Pawła i Gawła”- dzisiaj premiera, na którą serdecznie zapraszam! Ku wyjaśnieniu pospiesznie tylko dodam, że z tego co mi wiadomo od Frankowego Taty- Bolo nie był dzisiaj naszym gościem, a tajemnicza „dziewczynka”, to córka Doktora Opiekuna, której anielska uroda, zaprawiła naszego Dziedzica w szkoleniu kontaktów damsko-męskich.  Ach, no i to „kocham Cię”, takie piękne. Z resztą zobaczcie sami:

p.s. Sponsorem dzisiejszego odcinka są orzeszki nerkowca- jedyne, które pogryzie Franciszek i które mógłby jeść o każdej porze dnia i nocy. 🙂

Zagadka maturalna- rozwiązanie.

Miało być spektakularnie i efektownie. Że w plenerze. Że w kapeluszu. Że z opalenizną. A wyszło- jak zwykle, czyli Franciszek za nic w świecie nie chciał wyrecytować tego, o co mama prosiła. No, ale co się Młodzieńcowi dziwić? Dookoła tyle ciekawostek, tyle bodźców. Trudno skupić się na wyzwaniu aktorskim. Jednak preludium do wiersza jest. No i oczywiście w większości mieliście rację: Franek pokochał wiersz „Na straganie” Jana Brzechwy:

Voila:

Zagadka maturalna.

Żeby nie było, że tylko nasza biedna Ciocia M. musi się głowić i trudzić na maturze, to my też zafundujemy Wam zagadkę. Ponieważ dziś szacowni maturzyści głowili się nad egzaminem z języka polskiego, od Franciszka zagadka literacka.

Kto jest autorem i jaki tytuł nosi wiersz, który w kolejnym wpisie będzie recytował Franio?

Trzymamy kciuki!

Czytadło.

Ledwo zdążyłam się pochwalić Franciszkiem recytującym, a już w zanadrzu czekał Franciszek liczący. Tuż za liczącym szybko pojawił się Franciszek literkowy. No, to teraz ciężko będzie mu to przebić- pomyślałam i powolutku zaczęłam tworzyć wpis na blogu o tematyce zupełnie niefranciszkowej. Tymczasem okazało się, że mój syn próżni nie lubi i kiedy tylko poznał wszystkie literki (nawet V nie jest mu obce), postanowił zaskoczyć czymś więcej, czymś bardziej, czymś…

O takim:

Naprawdę nie wiem, kiedy i jak to się dzieje. Nie ćwiczymy z nim czytania, w rozkładzie dnia nie ma 4 godzin poznawania liter. To przychodzi samo. Franio sam dopytuje, otrzymuje odpowiedź, przetwarza w tej swojej blondwłosej główce i potem strzela wiedzą jak mały karabinek. A że przy tym mama co i rusz pęka z dumy i rośnie jej serducho jak sto pięćdziesiąt to już zupełnie inna historia…

 

Bardzo prosta zagadka- rozwiązanie.

Najoryginalniej napisała Hkathi- że ordynator. Pomysł z angielskim pączkiem też mi się podobał. O! Albo „ostry tata”! Tylko nasz tata wcale nie jest ostry… Wiedziałam, że zagadka będzie za prosta. Dziedzic z każdym dniem mówi coraz ładniej, coraz wyraźniej i chyba coraz trudniej będzie Was zaskoczyć. Co wcale nie znaczy, że nie będziemy próbować. 🙂 Cieszę się, że lubicie się z nami bawić.

Poniżej zatem rozwiązanie tej bardzo prostej zagadki:

 

Literki.

Czasem coś umie, tak po prostu. Nawet nie wiemy, kiedy się tego zdążył nauczyć. Przychodzi dzień i Franciszek uznaje za stosowne oznajmienie rodzicom swojego najnowszego osiągnięcia. Zupełnie od niechcenia z miną zblazowanego miliardera robi coś, co powala nas na kolana i sunie dalej. Zobaczcie:

 

 

 

 

Zagadka branżowa – rozwiązanie.

Przyznaję- była bardzo trudna. Była tak trudna, że po prostu ojejku jejku! Na kolana powaliły nas „gołe babki” (skąd Wy bierzecie takie pomysły?) i odsysacz- bo chyba na myśli mieliście ssak, prawda? Na ssak Franek mówi- bzzzzzzzzzzzzzz. Bo bzyczy rzeczony, jak stado pszczół. A tymczasem prawda była zupełnie inna….

Rozwiązanie brzmi:

Octanisept to środek do dezynfekcji błon śluzowych- w naszym wypadku do przecierania szyjki i otworu wokół rurki tracheo. Stosujemy go po kąpieli- zapobiegawczo, żeby nie doprowadzić do stanu zapalnego wokół rurki. A Franek, jak na prawdziwego profesjonalistę przystało zna takie skomplikowane nazwy i nie waha się nimi dzielić.

Obiecuję- następnym razem będzie jeszcze trudniej! Fajnie, że lubicie się z nami bawić…

No dobra. Nie wytrzymam. Poniżej Franek PO wizycie u fryzjera. Obyło się bez większych łez i dramatów. Chłopcy razem zasiedli na fotelu i dzielnie znosili obcinanie włosów. Frankowy Tata wygląda bardzo przystojnie, no ale jak się ma TAKIEGO syna, to trzeba wyglądać. Poniżej syn. Tatę zostawiam dla siebie. 🙂